sobota, 13 czerwca 2015

O przodkach pampersów słów kilka... Praca konkursowa

Próba zebrania w całość własnych słownych tworów zaowocowała przypomnieniem sobie dawnego tekstu, napisanego na konkurs organizowany przez Szyb Wilson. Temat - wspomnienie związane z przedmiotem z czasów PRL-u. Bardzo ograniczona liczba znaków, stąd i tekst krótki. Otrzymał on I wyróżnienie. Zatem wracając do przeszłości:

O przodkach Pampersów słów kilka…

Zwyczaje rodem z Ameryki zachęcają, by pojawienie się nowego potomka uczcić odpowiednim wystrojem domu – zabawkami, balonikami, radosnymi napisami…
W latach 80., które były czasem mojego dzieciństwa, taka wystawa miała o wiele bardziej publiczny charakter. O pojawieniu się kolejnego członka rodu informował balkon pokryty nieustannie bielą suszących się tetrowych pieluch. Pierwszy rok życia mojego brata kojarzy mi się z wszechogarniającym białym kolorem. Pieluchy czekające na pranie, pieluchy suszące się, czekające na prasowanie, wyprasowane i w końcu – królowa chwili – spoczywająca na pupie malucha.
I tyle? O nie, te mleczne płachty materiału towarzyszyły mi w życiu o wiele dłużej niż podczas osobistych spotkań ze mną w postaci niemowlęcia i z moim bratem. Kiedy mój brat pożegnał się z nimi, bo nadszedł czas, gdy „schodami na strych odejdą z ołowiu żołnierze”, miałam wtedy 8 lat. Kilka lat później zamarzyło mi się coś innego do ubrania niż dżinsopodobne spodnie. Ale w sklepach pustki. Nie licząc plotek w rodzaju informacji, że do sklepu rzucili bluzki z wizerunkiem Isaury (na szczęście nie stałam zbyt długo w tej kolejce).
„Radosny to dzień wspaniały to dzień wracają z ołowiu żołnierze ze strychu znów w dół”. Taaak. Wystarczyło kilka pieluch i mogłam wkrótce paradować w białej spódniczce, w dodatku kręcącej się! Jakby tego szczęścia było mało, okazało się, że pieluchy chętnie chwytają barwnik do tkanin. Spódnica mogła zmienić kolor. Wprawdzie oznaczało to konieczność prania jej odtąd osobno i unikania romantycznego tańczenia w deszczu (niebieskich nóg nie można było zrzucić na nietypowe solarium, bo nie znaliśmy nawet takiego pojęcia), ale co tam! Najważniejsze, że miałam „nową” spódniczkę. 
Dziś, gdy rozmawiamy o „trzecim życiu kurczaka”, warto wiedzieć, że wyprzedziły go tetrowe pieluchy, one też mają niejedno życie za sobą.

Strona konkursowa: Szyb Wilson

sobota, 2 maja 2015

"Sztuka jest w nas" - trochę teatr uliczny, trochę flashmob



Zanim zrobię sobie baaardzo długi odpoczynek od słowa flashmob (organizacja trzech w ciągu miesiąca zbliża mnie do pracownika na taśmie... flashmobowej), wklejam film z fragmentami drugiego z kolei.
Pierwsza część filmu to wędrówka artystów teatru ulicznego przez nasze miasto, gdy dotarli do MOK-u przygotowaliśmy niespodziankę dla uczestników spotkania. W ciągu trzech kilku minut musieli wykonać trzy zadania, których finałem było zawieszenie wysoko zamalowanego napisu "Sztuka jest w nas" oraz odtańczenie układu. Próba pokazania, że każdy zawsze i wszędzie może obudzić w sobie twórcę.

W działaniach wzięli ze mną udział członkowie grup teatralnych Art.Buzz i Czilli z Miejskiego Ośrodka Kultury w Żorach oraz grupy teatralnej z Zespołu Szkół nr 2 im. ks. prof. J. Tischnera.

środa, 29 kwietnia 2015

Flashmob "Błogosławieni miłosierni" - Hymn ŚDM Kraków 2016 live / Hymn of WYD Krakow



Pełni energii, zdolni, młodsi i trochę starsi, przygotowani przez świetnych dyrygentów. I oto efekty: flashmob "Błogosławieni miłosierni", wyśpiewany w Niedzielę Bożego Miłosierdzia, 12 kwietnia, o godz. 10.55, w parafii św. Stanisława w Żorach.
Dodam to, czego nie widać - niesamowite wrażenie, jakie robiło wstawanie kolejnych osób i dołączanie do grona śpiewających, plus widok ludzi, którzy zaczęli śpiewać refren z chórami.
I chociaż przeciwności stawały na drodze, warto było wspólnie doprowadzić to dzieło do samego końca.

niedziela, 22 lutego 2015

"Blokersi" - spektakl profilaktyczny dla gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych, scenariusz

"Blokersi" to świat osiedlowej ławki. Trzech kumpli, dla których świat się tu zaczyna i kończy. Są przekonani, że ich spojrzenie to wyraz życiowej mądrości. Świat ci nic nie da, musisz sam na siłę brać to, czego chcesz.

Scenografię świadomie tworzyłam oszczędnie. Dwie ławki, a w tle szary papier, symbolizujący blok, po którym w jednej ze scen bohaterowie piszą sprayem.

Ze świata na ławce jednemu z bohaterów udaje się uciec. Gdy stawia sobie pytania, co dalej, nie otrzymuje od znajomych sensownej odpowiedzi - zaczyna rozumieć, że jeśli nie ucieknie, spędzi przed blokiem całe życie. Decyduje się zawalczyć o siebie i miłość swojej byłej dziewczyny.

Wojtek
Stary, o co chodzi? Co cię gryzie?

Piotrek
Wczoraj nie miałeś takich problemów.

Tomek
Ale zaczynam trzeźwieć. Co ja będę robił jutro?

Wojtek
Siedział tu.

Tomek
A potem?

Piotrek
Siedział tu.

Ostatnia scena nawiązuje do pierwszej. Tomek opowiada Monice o swoim marzeniu - fotografowaniu. Na koniec dostaje od niej aparat z zachętą: Zrób pierwsze zdjęcie. Temu światu, który możemy zmienić. Tomek robił je naprawdę.

Mam do dziś kilka fotografii z tego momentu. Pełne sale ludzi wpatrzonych w obiektyw. Mam nadzieję,  że coś w nich zmieniliśmy.

Scenariusz "Blokersów" jest do nabycia tutaj.




poniedziałek, 9 lutego 2015

Przedstawienie o życiu Franciszka z Asyżu - scenariusz

Z dużym opóźnieniem dodaję link do scenariusza przedstawienia o świętym Franciszku z Asyżu.Można go nabyć tutaj.

Dlaczego Franciszek? Bo taką postać wybrały osoby występujące w nieformalnej grupie parafialnej, wraz z którą co jakiś czas wystawiam przedstawienia. Na początku miałam przed oczami rozmowy ze zwierzętami, fruwające wokół ptaki i Franciszka, uśmiechającego się od rana do wieczora.
Z tego wszystkiego w scenariuszu znalazł się tylko uśmiech Franciszka - i to też nie od rana do wieczora. Asyski święty po prostu mnie zainteresował. W każdej chwili życia szedł na całość, czy to w zabawie, czy w miłości do Boga. Aż do momentu, gdy zorientował się, że to jego "na całość", a nie Boże. Zmuszony do ponownego napisania swojej reguły (niezaakceptowanej w pierwotnej wersji przez Rzym), wykazał się wielką pokorą.
Gdyby ktoś zamierzał pokazać Francesco na scenie - polecam Skenowy scenariusz. Idzie on w stronę widowiska. Gdy za drugim występem dodaliśmy muzyków grających na żywo oraz tancerzy, na scenie pojawiło się łącznie ponad 50 osób. Ale, oczywiście, można wystawić ten spektakl z o wiele mniejszą grupą.





wtorek, 6 stycznia 2015

Zaproszenie na spektakl muzyczny "Franciszek" do Jastrzębia Zdroju. 11 stycznia 2015



Jako że już za kilka dni wystawiamy ponownie spektakl muzyczny "Franciszek" według mojego scenariusza - dodaję zwiastun (jedna z piosenek ze spektaklu plus fragmenty walki dobra i zła).
I zapraszam wszystkich, którym w najbliższą niedzielę po drodze do Jastrzębia-Zdroju.
Wraz z grupą wspaniałych 60 (głównie) amatorów wystąpimy w Hali Widowiskowo-Sportowej, w której na co dzień można zobaczyć piłkę odbijaną przez graczy Jastrzębskiego Węgla.
Zamiast piłki proponujemy słowo, muzykę i ruch w opowieści o człowieku, który żył pełnią. Spróbowaliśmy odkurzyć go trochę spod słodkich legend.

Na scenie aktorzy, śpiewający, muzycy i tancerze. Zapraszamy serdecznie. Wstęp wolny.



piątek, 31 października 2014

Mieć muchas mala suerte. Z wizytą w barcelońskim więzieniu


Kilka impresji z odwiedzin w więzieniu w Barcelonie. Artykuł ukazał się drukiem już kilkanaście lat temu. Ale do dziś aktualny...


*******


Nie zrobiłam wtedy żadnego zdjęcia. Kiedy zamknę oczy, potrafię jednak z łatwością przypomnieć sobie wszystkie te miejsca. Tylko twarze ledwo już pamiętam. Ale to chyba dobrze. Gdybyśmy stali tam wtedy z aparatem, oni czuliby się jak zwierzęta w zoo, a my – też chyba nie najlepiej.      
                                     
 MIEĆ MUCHAS MALA SUERTE

- Dokumentów lepiej nie nosić przy sobie. Jutro spotykamy się w parafii o 9.30. Istnieje możliwość udania się 31 grudnia na mszę do więzienia, ale trzeba to wcześniej zadeklarować i zostawić swój numer paszportu. – To już kolejna osoba, której przekazywaliśmy ten sam komplet informacji. W trzy osoby zostaliśmy bowiem wysłani do pomocy w małej barcelońskiej parafii, która miała przyjąć kilkudziesięciu uczestników Europejskiego Spotkania Młodych. Lista chętnych do odwiedzenia więzienia zapełniła się dość szybko (Liczba miejsc ograniczona – to hasło zawsze działa zachęcająco) i 31 grudnia przed południem cała nasza polsko-słoweńsko-hiszpańska dwunastka znalazła się przed murami budynku z napisem Centre Penitenciari d`Homes de Barcelona.

WOLNOŚĆ DLA CARLOSA
Szare mury zapełnione były napisami wykonanymi sprayem – żądanie wolności dla tego i tamtego, to miejsce to obóz koncentracyjny... W końcu weszliśmy do środka i zaczęło się. Jedna kontrola, druga, trzecia. Oddaliśmy wszelkie bagaże, przeszliśmy przez bramki (wiekszość nie za pierwszym razem), a kolejni strażnicy próbowali odczytywać nasze imiona i nazwiska oraz oceniać doskonałość naszych zdjęć w paszporcie.
Gdy zamykały się za nami kolejne drzwi, zaczęliśmy się zastanawiać, czy my w ogóle zdążymy na mszę. Nasz przewodnik, świecki teolog, pracujący w tamtejszym więzieniu, wytłumaczył nam, że nie ma pośpiechu. – Zwykle w święta są odprawiane dwie msze w kaplicy, ale dzisiaj z waszego powodu będzie tylko jedna w sali teatralnej. Z rozpoczęciem będą czekać na wasze przyjście.   
 
KTOŚ NA NAS CZEKA?
Przeszliśmy w końcu przez więzienne podwórko, wchodząc do sali, gdzie miała odbyć się msza. Okazało się, że przygotowano dla nas miejsce na scenie, tuż za ustawionym tam ołtarzem. Zaczęła się msza, z hiszpańskimi kolędami, śpiewanymi przez obecnych tam ponad stu więźniów, z prośbami wypowiadanymi spontanicznie zachrypłymi głosami, o przemianę w sercach ludzi więzionych, o odnalezienie przez nich drogi i w końcu – o wolność. Atmosfera początkowo teatralna, my na scenie, oni w miejscach dla widzów. Na znak pokoju zeszliśmy na dół. Kolejne ściskane dłonie, aż usłyszałam „pokój z tobą” i pytanie „skąd jesteście?”.  

POLACY SĄ WSZĘDZIE
Po mszy kapłan zaprosił nas na „bardziej kameralne” rozmowy. Okazało się, że w więzieniu przebywa kilku Polaków. Ale nie tylko oni chcieli porozmawiać. Trudno było odejść od kogoś, kto za pomocą kilku angielskich słów, przeplatanych „mala suerte” (pech) – jednym z niewielu znanych mi wyrażeń hiszpańskich – chciał opowiedzieć o problemach własnych i całej swojej rodziny.
Polacy o tym, że przyjdziemy, dowiedzieli się w ostatniej chwili. Jeden z nich co chwilę pokazywał nam nuty polskich kolęd – „Chciałem zagrać dla was, ale za późno się dowiedziałem. Instrumenty wydaje tylko profesorka od muzyki, a jej dzisiaj nie ma”. Prawie nic nie mówiliśmy o Polsce. Rzeczywiście, brakowało im rozmów po polsku z kimś spoza ich kręgu, ale silniejsza od tęsknoty za krajem była chyba tęsknota za wolnością. Nie wszyscy byli pewni, czy wrócą do ojczyzny.

MOGĘ, MOŻESZ, MOŻE...
Czas wizyty się kończył. Jeszcze możliwość wejścia na jedną z galer i znowu to samo, co na początku. Kolejne kontrole, podpisywanie listy, odebranie bagaży... Wyszliśmy przed budynek. Te same napisy, szare ściany, kilka godzin do zabawy sylwestrowej i ta świadomość – MOGĘ wyjść.      
„Więźniów pocieszać”. Tak, to zdaje się tak brzmiało. Uczynki miłosierdzia wobec ciała. Chyba jako dziecko odruchowo kojarzyłam to ze starożytnością. Okrutni cesarze i ci biedni, więzieni niesprawiedliwie ludzie. Teraz już wiem. Pocieszać więźniów. Wszystkich.